Wszystkie postacie i zdarzenia opisane w tym felietonie są fikcyjne. Ewentualne podobieństwo do osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Mój drogi Czytelniku, od ostatniego wpisu Lady Whistleblower sprawy mocno przyspieszyły, więc czas chwycić pióro w dłoń – czyli naszą broń. Bo Lady walczy po stronie światła – i ma nienaruszony wewnętrzny barometr sprawiedliwości. Trądem manipulacji i kłamstw zainfekować się nie da i nie ustanie w odkrywaniu śmierdzących czeluści – nawet jeśli noszą bardzo wytworne maski.
Czy Państwo widzieli serial GOMORRA, lub czytali książkę Roberto Saviano? Nie? To pędem! Szczerze zachęcam. Można posiąść sporą wiedzę o mechanizmach obecnych w polskiej „kulturze”. Nie, nie pomyliłam się – w mojej opinii to czysta egzemplifikacja – może nie dosłowna, bo przecież w puli są znacznie mniejsze pieniądze niż „na mieście” i nikt do nikogo jeszcze nie strzela – ale cała reszta – z „malowniczymi” postaciami walczącymi o wpływy i imperia wydaje się mocno pokrewna.
Do wyboru – do koloru. Mamy w Gomorzrze nieprzyzwoitość, kłamstwa, manipulacje, szantaże, zastraszanie, mafijne układy, walkę o kasę, oszczerstwa i szykany, dziwne powiązania, oraz nawet głupawego słabeusza, który z biegiem serii urasta do rangi niezwykle groźnego szefa imperium, który obcina głowy maczetą wszystkim, których postrzega jako silniejszych, bardziej charyzmatycznych, lub potencjalnie groźnych dla własnej kariery. Naprawdę – warto zerknąć.
I tak jak w serialu, w operach, teatrach i galeriach sztuki, mamy całą sekwencję niezwykle „barwnych osobowości”, występujących pod sztandarami „przyzwoitości i świętości”. Sztandary czasem są patriotyczne – a czasem fałszywe. Ale zawsze dają dobre zasłony, kiedy pewne procesy toczą się w tle – a zwłaszcza takie, które powinny być schowane – ale jak diabeł z pudełka – wyskakują wciąż na powierzchnię.
Szambo zawsze wybija, jak już się przepełni.
No i – moi Drodzy – patrzymy na nasz serial w socjal mediach. Można by nawet rzec, że rozwija się i pokazuje ciągle nowe wątki. Skandal w Operze Krakowskiej wciąż wzbiera, mimo że już po premierze, wybijają na powierzchnię nowe smrodki – i co najdziwniejsze – mało kto dostrzega nieprzyzwoitość…
A dzieje się sporo.
Po pierwsze, Opera Krakowska blokuje komentarze pod postem, w którym explicite sugeruje, że skreśliła Ewę Płonkę z obsady premiery (w dniu premiery, po godzinie 15.00 – komunikując ten fakt mailowo agentowi artystki) „w trosce o najwyższą jakość artystyczną wydarzenia”.
Ale ludzie nie dali sobie zamknąć ust – i piszą pod sąsiednimi postami – wzmożenie widać duże – bo i nieobecność Płonki – i pomalowane na czarno twarze protagonistów AIDY, komentujących niepokoją i pozostają bez odpowiedzi. Dyrekcja zasznurowała „kamienne usta”. Ale pojawił się ktoś, kto samego siebie obsadził w roli Pytii – bo nie tylko ust nie zasznurował, co nieoczekiwanie zdradził wiele „smaczków” całej sytuacji – miotając się jak wieszczka kreteńska w dziwnych konwulsjach i powikłaniach.
Drodzy Czytelnicy, zanim Wam opowiem o kolejnych przygodach króla UbuDubu – przypomnę, że Gwiazda opery, Ewa Płonka, nie dała się zastraszyć, zmusić do zerwania kontraktu i zdestabilizować na tyle, żeby odwołać swój udział w kolejnych przedstawieniach AIDY, które miała zakontraktowane z Operą Krakowską. Co oczywiście nie znaczy, że nie jest atakowana, szykanowana, obrażana i umniejszana.
Protagoniści serialu nie ustają.
Postawa Płonki – szlachetna i nieugięta – inspiruje i zachęca, żeby obciąć wreszcie wszystkie głowy Hydrze, pomimo że od lat wciąż odrastają, a rzeczona Potwora wydaje się mieć niewyobrażalne wsparcie ciemnych mocy. Bo przecież nie jasnych – skoro tolerują i zasilają pogardę i zwykłą podłość.
Wczorajszy artykuł pod tytułem „Przemocowy despota”. To oni wyrzucili z obsady słynną śpiewaczkę…” – który napisała Anna S. Dębowska, dziennikarka muzyczna, redaktorka naczelna „Beethoven Magazine” i autorka książki o polskich gwiazdach opery – przypomina to, co zakopano pod ziemią i na czym postawiono niechlubny krzyżyk. A także to, co widać gołym okiem – ale nikogo z włodarzy Gomorry nie rusza od lat.
To znawczyni tematu i środowiska, a kiedy pomyśleć, że tak, jak kierownik muzyczny krakowskiej AIDY, Pani redaktor studiowała grę na altówce – wiem, że nie tylko wie – ale i czuje to, na co inni oślepli i ogłuchli. Warto tu także wspomnieć, że autorka przytoczonego artykułu jest także absolwentką Wydziału Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie – zatem Lady proponuje śledzić publikacje tej ciekawej osobowości. Bo w każdym jej słowie widać, że o Gomorzrze sporo wie.
Oczywiście – sprowokowała niedobre oko i poszły konie po betonie.
Bo jakżeż by inaczej! Artykuł sprytnie przypomniał to, co miało zostać zakopane i zapomniane. Pokazał niechlubne tło, koneksje, oraz umocowania „dynastyczne” i „koleżeńskie” włodarzy dwóch klatek frikfajtowych – o przepraszam – teatrów operowych – którzy pomagają sobie nawzajem i idą ręka w rękę we wstydliwej nawalance.
Dowiedzieliśmy się z niego o wielu niepokojących sprawach, które odpowiednie komórki aparatu państwowego powinny wziąć pod lupę – choćby po to, żeby wyjaśnić dziwne powiązania i ukryte motywacje dziwnego układu kolesiowskiego dwóch dyrektorów oper polskich.
Zaraz po ukazaniu się artykułu Anny S. Dębowskiej, Dyrektor Opery Łódzkiej odniósł się do niego publicznie – na swoim fejzbuku – żalpost umieszczony przez niego nie był długi – ale spowodował wiele pytań.
1. Skąd dyrygent gościnny Opery Krakowskiej ma informacje o zawartości kontraktów Solistów premiery w nieswoim teatrze?
Czy wtedy, kiedy go nie było na próbach (bo ptaszki Lady Whistleblower ćwierkają, że pracował przy AIDZIE tylko przez kilka ostatnich dni przed premierą) – siedział może w sejfie w gabinecie swojego przyjaciela, dyrektora Opery Krakowskiej – i czytał kontrakty innych – tak jak on – zaproszonych gościnnych wykonawców?
Do jakich innych danych miał dostęp? Czy nie należałoby sprawdzić, jakim prawem?
2. Skąd kierownik muzyczny krakowskiej produkcji wie więcej niż ona sama o tajemnicach relacji Ewy Płonki z jej własnym agentem, którego przecież to Płonka zatrudnia (lub nie)?
Skąd kierownik muzyczny wie o sekretach korespondencji Płonki z reprezentantem jej interesów, których nie zna nawet sama śpiewaczka?
3. Czy Panu kierownikowi nie pomyliły się teatry?
Skąd Pan kierownik zna sekrety wewnętrzne instytucji, która go gości, objęte tajemnicą kontraktów lub przepisami RODO? Dlaczego o nich pisze publicznie?
Może zdaje mu się, że w Operze Krakowskiej także jest włodarzem?
Ja rozumiem, że jak się panowie wymieniają dyrygowaniem (w obu teatrach dziwnym zbiegiem okoliczności na afiszu są w tym samym czasie te same pozycje – i dyrektor Opery Krakowskiej dyryguje w Teatrze Wielkim w Łodzi [w którym stanowisko dyrygenta zlikwidowano] – a dyrektor Opery Łódzkiej – w Krakowie – można się pomylić. Ale także można by sprawdzić, czy wszystko w tej kwestii jest zgodne z prawem. „Podwładni maluczcy” raportują to już od dawna – może teraz jest odpowiedni moment, żeby wreszcie to sprawdzić – a może za chwilę, kiedy umocowania polityczne wygasną…?
4. Czy pan kierownik muzyczny dostał prawo wypowiadania się w imieniu pozostałych członków obsady przedstawienia i innych „uciśnionych”, w których imieniu występuje, których nazywa pieszczotliwie „zasobem ludzkim”?
BTW – SERIOOOOOoooo?!!!! Sekretariat Ministerstwa Kultury i Sztuki oraz skrzynka Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego są wypchane ich pismami owych „uciśnionych”, w których się na pana kierownika / dyrektora SKARŻĄ!
Zatem zakładam, że pan kierownik tego prawa reprezentacji nie otrzymał.
To, że jak PiSkorz wyślizguje się wciąż z odpowiedzialności za ludzką krzywdę, znów przypomina serial GOMORRA.
5. Co do krzyku… Ptaszki ćwierkają, że to pan kierownik muzyczny krzyczał na Ewę Płonkę – i nie tylko. Krzyczał także na Chórzystów i innych Solistów. A swoje wywrotki kompetencyjne podczas prób zrzucał na barki innych protagonistów – no znowu jak w serialu Gomorra – jako żywo…
Czy krzyk i głośno wyrażana złość to odpowiedni arsenał w „instytucji kultury”? Czy krzykliwe żalposty to nie jest czysty srom?!
6. Czy stawiający się w butach „obrońcy uciśnionych” kierownik muzyczny zauważył, że we wszystkich wielkich operach świata jest ZAKAZ UŻYWANIA PERFUM I ROZPYLANIA ZAPACHOWYCH SUBSTANCJI W OBRĘBIE SCENY I BAKSTEJDŻU – bo szanuje się alergików, którzy są de facto niepełnosprawnymi ludźmi, którzy mają prawo z własną niepełnosprawnością żyć i pracować na równi – nie będąc ośmieszani i dyskryminowani?
Ewa Płonka uprzedziła – przez swoją agencję – o swojej prośbie przestrzegania tego, co na całym świecie jest normą – a pan kierownik muzyczny przerobił dyskryminację na „gwiazdorzenie” – które aktywnie obśmiewa na socjalach. Ale wstyd!
Pomylenie DYSKRYMINACJI z „gwiazdorzeniem” jest niewybaczalnym błędem – o ile nie jest naruszeniem prawa.
7. Kolejne przekłamanie dotyczy „śpiewania pełnym głosem”… Pan kierownik ma bogatą historię osobistą klęsk w poprzednich instytucjach, którymi zarządzał, stawiając kopyta na gardłach swoich podwładnych do tego stopnia, że w końcu się go pozbyli. Jak tu przy nim śpiewać „pełnym głosem”?
Niektórzy raczej zamilkli – inni odmówili grania.
Udostępniam filmik, który otrzymałam właśnie od anonimowego wielbiciela naszego kierownika.
A Ewa Płonka jedną próbę generalną głosem zaśpiewała. Na wcześniejszą nie została wpuszczona. Bo poprosiła dyrygenta (chociaż wcale nie musiała) – żeby zrozumiał, że będzie „odpuszczać góry – dlatego że poprzedniego dnia próbowała 10 godzin”. W odpowiedzi usłyszała groźby, krzyk i szantaż. Uległa – rozśpiewała się i poszła na scenę – ale nie została wpuszczona.
Wyobrażacie sobie to, Moi Drodzy…?
A następnego dnia, w przeddzień premiery śpiewała pełnym głosem – a na widowni była Publiczność, a teatr tę próbę zarejestrował. Dlaczego człowiek z pałeczką zatem wprowadza Opinię Publiczną w błąd pisząc, że Płonka żadnej próby głosem nie śpiewała…?
A czy taki król UbuDubu rozumie, że nie wolno śpiewakowi siedzieć na gardle? Że nie wystarczy „UbuDubu i do kasy”? No nikt tego nie wie…
Nasz protagonista próby zaczął na kilka dni przed premierą. Ptaszki ćwierkają, że jego honorarium było iście kuriozalne. Pytajcie. Ustawa o dostępie do informacji publicznej daje Wam prawo WIEDZIEĆ.
6. A jako miłośniczka opery i sztuk wszelakich, zeznaję, że zasięgnęłam anonimowo języka u innych dyrygentów, którzy zasilili mnie osobistą opinią o dyrygowaniu kierownika podczas spektaklu z Ewą Płonką. Zwrócili moją uwagę na to, co się działo. Jak w każdej frazie dyrygent próbuje wybić Ewę Płonkę z jej rytmu, zbić ją z „pantałyku” – ich zdaniem widać iście dziwne ruchy i niekonsekwencję – jakby dyrygent był miotany przez wewnętrzne samozaprzeczenie – i ja tej opinii przyklaskuję – dostrzegając dziwną niedyspozycję kapelmistrza.
Lady Whistleblower ma swoje ptaszki tu i ówdzie – i swoje wie. Wie, że prawda zawsze wypływa na wierzch. I że podłość ma krótkie nogi i się kończy źle. PODŁOŚĆ RODZI WSZELKIE PATOLOGIE. Każde miejsce, w którym podłość swobodnie zbiera swoje żniwo jest początkiem GOMORRY. Ale pamiętajcie, że Bóg Gomorrę w końcu zniszczył.
Bądźmy w kontakcie – już niedługo kolejny post na moim blogu – bo listów Lady Whistleblower otrzymała całe zatrzęsienie – a dziś przedstawienie Ewy Płonki – więc czeka nas dalszy ciąg tej historii!
A na koniec – link do finału. Czyli wydarzenia pod hasłem TIME TO SAY GOODBYE…Tak mu grali muzycy jednego z zarządzanych przez nagiego króla teatrów…

Dodaj komentarz