Wszystkie postacie i zdarzenia opisane w tym felietonie są fikcyjne. Ewentualne podobieństwo do osób i sytuacji jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Ostatnio myśli Lady Whistleblower cwałują jak rącze Pegazy na kaszubskie pole, które archetypicznie zaistniało w domenie Sztuki Polskiej – nie tylko ze względu na pochodzenie jednego z ulubieńców Waszej autorki…
Jakoś tak się wydarzyło, że aktualnie w kulturze polskiej mamy istne kartoflisko – jak okiem sięgnąć! Są ziemniory, są buraki, cebulaki i czosnki są…
Na środku onego, siedzi zakutana w cztery obszerne spódnice, babka Koljaczkowa. Jej potomek, wnuk, karzełek, który w wieku 3 lat, na znak sprzeciwu wobec otaczającej go rzeczywistości ( co wszyscy na pewno rozumiecie!) postanowił przestać rosnąć, często podkreślał, iż pod inkryminowanymi spódnicami rozlegał się zapach zjełczałego masła. Wiedział jak co nazwać, Słodziaszek.
Kartoflisko i śmierdzące, acz bezpieczne spódnice, dały schronienie uciekinierowi, niezbyt gorliwie gonionemu przez adwersarzy, co w skrócie mówiąc, zaowocowało w końcu narodzinami mamusi karzełka, którego warto wspominać nie tylko ze względu na jego tak bliski sercu Lady sarkazm – ale i z powodu wolumenu jego protestu. Gdy karzełkowi się coś nie podobało, wrzeszczał tak głośno i celnie, że rozpadały się latarnie i kieliszki. A kiedy dostał swój blaszany bębenek – Blechtrommel – nie było mocnego, który byłby w stanie go uciszyć.
Myśl Lady nieodparcie biegnie dalej, do jej ulubieńca, bo inkryminowany uciekinier jest zaiste jego ucieleśnieniem: wskoczył pod falbanki i przetrwał wiele burz, które mogły go strącić ze stolca na którym przysiadł przelotem w wyniku powyborczego zamieszania – i jak usiadł – tak siedzi. Pod spódnicami właśnie zapewnił sobie ochronę – i kiedy nadejdzie kolejne trzęsienie Ziemi – a nadejdzie – znów odnajdzie się pod jakąś spódnicą. Ma ich wiele na podorędziu – na różne okazje i tornada. Nie są o siebie zazdrosne – albo może raczej wierzą w szlachetne ideały uciekiniera. Wierzą w jego rycerskość, nie dostrzegają, że jako rycerz nosi zakutą pałę i kontakt z nim bywa problematyczny. Nie przeszkadza też nikomu jego status „wielokrotnego narzeczonego”, który na prawo i lewo używa spódnicowych zasłon. Kiedy tylko nad jego głową zrywa się jakaś nawałnica – nasz rycerz zawsze ma jakąś spódnicę w pobliżu – i wie co pod nią robić – chociaż – jak wszyscy się domyślają, zamiast spódnic i rumakowania woli rowerowanie – o czym już Lady wspominała w poprzednim felietoniku.
Figura falbaniastej babki na kartoflisku także budzi w sercu Lady nieodparte skojarzenia.
Babka Koljaczkowa ciągle siedzi przy ognisku, wpierdziela gorące kartofle i chroni pod spódnicami uciekiniera przed PiPo-NIKodemonami, wydając przy tym jednoznaczne pomruki. Lady uważa, że powinna go raczej oddać żandarmom, z nadzieją, że użyją kija i obiją mu dupiszona. Dobry oklep bywa bowiem niezwykle pouczający. Podobno przybywa od niego oleju w bezmózgich łepetynach, a tenże olej ma również wielkie walory lecznicze w wypadku podłości i kompleksu boga. Ale miłość oślepia – a także ogłusza – więc babka swojego poddupnika podpycha i podlansowuje, otumaniona i oczadziała kadzidłem nowoodkrytej kobiecości…
Szczerze mówiąc – Lady się dziwi gustowi babki Koljaczkowej i licznych „narzeczonych poddupnika”, które nawet nie wiedzą, że jemu nie o miłosne podrygi pod ich spódnicami biega, lecz o …… !
Znacie? To posłuchajcie!
Potrzebna mu mamona, a nie matrona!…. Bo pragnie zostać królem całego kartofliska, a bez rzeczonej – nie wyobraża sobie własnej egzystencji – choć rozrzutnym nazwać go nie sposób. Spódnice są bardzo dobrymi baldachimami dla naszego (anty)bohatera (et consortes – o czym warto wspomnieć). Poddupnik nie potrzebuje żadnych podrygów pod falbankami – on tylko wykorzystuje babki, stare i młode, boć prawdziwych rozkoszy dostarcza mu kompletnie co innego.
Lady współczuje wszystkim naiwnym babkom na kartofliskach, jednak przypomina przytomnie, że chutne podrygi nie czynią z kartoflisk tajemniczych ogrodów Sztuk. Przeciwnie – wszystko zgnije i skarleje, a na końcu nadejdą wielkie wymioty matki historii.
Kiedy poddupnik nurkuje pod falbanami, babki i narzeczone raczej nie mądrzeją.
Ale jest nadzieja, że w końcu nadejdzie jakiś dobry cyklon, który pochłonie i babki Koljaczkowe i buraki i czosnki na kartoflisku. Bądźmy dobrej myśli!
Zamiast kartofliska przydałby się ogród – i jedno co warto – wyczyścić go warto, żeby grzybnia się nie rozrosła jak totalne bezhołowie. Dopóki siedzą tam jednak babki Koljaczkowe – pewnie Sztuka się nie uda, moi Czytelnicy. I zamiast grzybni w końcu pojawi się chujnia. Jak amen w pacierzu.
…
Kim jest dzisiejsza babka Koljaczkowa? Macie swoje typy? To piszcie! Zgaduj-zgadula!Lady odniesie się do Waszych sugestii w kolejnych tajemnicach różańcowych.

Dodaj komentarz